Wraz z klasami ósmymi wybraliśmy się ze szkoły na wycieczkę do Kazimierza Dolnego. Niebo od rana było bardzo zachmurzone, ale prognozy nie przewidywały opadów po przyjeździe na miejsce. Niestety jakieś 20 kilometrów przed celem naszej podróży rozpadało się na dobre. Momentami nawet lało. Zaczęliśmy się trochę obawiać o komfort naszej wycieczki. Gdy jednak nasz autokar zajechał pod pierwszy punkt na naszej trasie, czyli wąwóz Korzeniowy Dół, deszcz przestał padać i już do końca dnia mieliśmy idealną pogodę do zwiedzania.

Wspomniany wąwóz Korzeniowy Dół jest najczęściej odwiedzanym przez turystów kazimierskim wąwozem. Przebiega nim ścieżka dydaktyczna. Dno wąwozu – mimo dużego spadku – prawie nie jest rozcinane, gdyż na początku XXI wieku zabezpieczono je przed erozją preparatem epoksydowym. U podnóża zboczy leży materiał z obrywów, który nie jest rozprowadzany, gdyż wstrzymano tu ruch kołowy. W przebiegu wąwozu można wyróżnić trzy odcinki. W odcinku górnym zachowały się dwa wyjazdy na okoliczne pola. Najbardziej malowniczy jest około 200-metrowy, środkowy odcinek. Głębokość wąwozu wzrasta tu do 5-8 metrów. Krawędzie wąwozu porasta starodrzew dębowo-lipowo-grabowy. Możemy tu obserwować skutki destrukcyjnej działalności korzeni drzew, odspajających pakiety lessu. Miejscami korzenie zwisają ze ścian wąwozu, podpierają je niby kolumny lub osłaniają jak kraty. Ze zwisających pni do góry wyrastają konary. Ta naturalna „architektura”, do której nawiązuje nazwa wąwozu, jest wyjątkowo często fotografowana przez zwiedzających i dostarcza niezapomnianych wrażeń. Z kolei dolny odcinek wąwozu, o długości 100 metrów, tworzy zakręty w kształcie litery S. Ten najbardziej wilgotny – z powodu położenia i zacienienia – odcinek wąwozu, jest narażony na dziczenie i utratę charakteru głębocznicy po zaprzestaniu ruchu kołowego. Poniżej wylotu wąwozu uformował się rozległy stożek napływowy. I to właśnie na tym odcinku, zaraz po wejściu do wąwozu, mieliśmy okazję zobaczyć, dzięki temu że tuż przed naszm przyjazdem padał deszcz, jak woda drąży miękką skałę lessową i jak powstają okoliczne wąwozy. Nie obyło się również bez kilku upadków – niektórzy na własnej skórze przekonali się jak miękką i śliską skałą jest less w połączeniu z wodą.

Po wyjściu z wąwozu, udaliśmy się pieszo w kierunku centrum miasta. Przyjemny spacer zajął nam około pół godziny. Po drodze kupiliśmy sobie od miejscowej gospodyni maliny i jeżyny. Po dotarciu do miasta najpierw udaliśmy się na zwiedzanie położonych nad miastem ruin zamku oraz baszty zamkowej, z których podziwialiśmy piękne widoki na miasto i okolicę.

Zespół zamkowy w Kazimierzu Dolnym to zabytek średniowiecznej architektury obronnej. Tworzą go monumentalna, cylindryczna wieża (baszta) i położony u jej stóp zamek. Budowle te zachowane przez wieki to dokument historii regionu i kraju, świadectwo powstania i średniowiecznej świetności miasta, poprzedzającej jego renesansowy „złoty wiek”. Przez wiele lat były to zaniedbane i zarośnięte ruiny. Jednak w październiku 2014 roku, po 4 latach prac konserwatorskich i rekonstrukcyjnych, zamek został udostępniony do zwiedzania wraz z wieżą, stanowiącą zamek górny. Z zamku rozpościera się piękna panorama na Kazimierz Dolny, rozlewiska Wisły oraz Janowiec, gdzie na wysokiej skarpie stoi kolejny zamek.

Baszta, zwana też wieżą Łokietka, stanowiła niegdyś zamek górny i broniła przeprawy przez Wisłę, kiedy jeszcze zamek w Kazimierzu nie istniał. Służyła też jako latarnia rzeczna, bowiem na jej szczycie palono ogień, który ze znacznej odległości informował o położeniu portu. Zamek właściwy ma kształt nieregularnego wieloboku. Duży dziedziniec otoczony jest murami obwodowymi z przyporami, które wraz z wieżą południowo-zachodnią były pierwszymi elementami XIV-wiecznej warowni. Na dziedzińcu odbywają się czasem wystawy, koncerty i inne imprezy.

Po zejściu z zamku udaliśmy się na kolejny punkt widokowy, chyba najbardziej popularny wśród mieszkańców oraz turystów, czyli na Górę Trzech Krzyży. Roztacza się stąd najwspanialszy widok na zabytkowe miasteczko, jego malownicze okolice i Małopolski Przełom Wisły. W 1708 roku mieszkańcy parafii ustawili na tym wzniesieniu trzy drewniane krzyże, upamiętniające liczne ofiary epidemii cholery, która spustoszyła miasteczko w czasie wojny północnej. Krzyże stanowiły „zadośćuczynienie Bogu za grzechy mieszkańców”, które rzekomo przywiodły zarazę, a jednocześnie strzegły, i ponoć strzegą do dziś, Kazimierz Dolny przed podobną klęską. Znajdujące się obecnie na górze krzyże pochodzą z 1852 roku, a większość napisów z 1930 roku. Dosyć stroma droga na szczyt wzgórza (wysokość 90 metrów) prowadzi po wydrążonych w ziemi, kamienistych stopniach. Zbocza i szczyt góry porastają, będące pod ochroną, wisienki karłowate, omany i ostnice. Na stoku wzniesienia rosną także graby, wiązy i leszczyna. Ze szczytu roztacza się imponująca panorama. Podobnie jak z baszty i zamku, widać stąd również drugi brzeg Wisły i majestatyczne ruiny zamku w Janowcu. Zachwycający widok z Góry Trzech Krzyży od wielu lat był (i nadal jest) inspiracją dla wielu artystów i malarzy.

Schodząc z Góry Trzech Krzyży, poprzez gałęzie drzew mogliśmy dostrzec wieżę Kościoła Farnego, który był kolejnym punktem naszego spaceru po mieście. Dzisiaj trudno jest odtworzyć historię powstania Fary. Powodem jest niewielka ilość zachowanych dokumentów. Niektórzy badacze sugerują, że na tych terenach już w XII wieku mogła istnieć murowana świątynia w stylu późnoromańskim. Jednak teoria ta nie znalazła jednoznacznego potwierdzenia w trakcie przeprowadzanych dotychczasowo badań architektonicznych. Pierwsze wzmianki dotyczące parafii odnajdujemy w Aktach Kamery Apostolskiej z lat 1325-1328. Kościół był wówczas znacznie mniejszy, wykonany z kamienia wapiennego. Na przełomie XIV i XV wieku powiększono nawę, a od zachodu dobudowano wieżę. W 1561 roku ogromny pożar miasta zniszczył gotycką Farę. Następne 25 lat pozostawała ona w ruinie. Odbudowę rozpoczął w 1586 roku proboszcz ks. Mateusz Bech - człowiek postępowy i zaznajomiony z nowymi prądami w sztuce dzięki pobytowi w stolicy. Zdecydował on, że gotycki kościół zostanie odbudowany w duchu renesansu. Główne zmiany konstrukcyjne polegały na podwyższeniu ścian i zmniejszeniu dachu oraz przykryciu wnętrza sklepieniem kolebkowym z lunetami. Smukła gotycka bryła posiadająca renesansową nadbudowę i dekoracje w krótkim czasie stała się wzorem, na którym zaczęto opierać się przy modernizowaniu innych kościołów gotyckich i przy budowie nowych obiektów sakralnych. Również spichlerze kazimierskie zawdzięczają swoje piękno ówczesnej Farze.

Po zwiedzeniu Fary udaliśmy się na Rynek, mijając po drodze dość znany pomnik psa Werniksa. Podobno trzeba potrzeć nos psa i to przynosi szczęście. Rynek to główny punkt Kazimierza Dolnego, podzielony na część starszą przy Farze oraz nowszą, o wiele większą i ulokowaną niżej. W centrum rynku znajduje się XIX-wieczna studnia będąca symbolem Kazimierza. Obecny wygląd nadał jej w 1913 roku Jan Koszczyc-Witkiewicz, znany architekt i konserwator zabytków. Zgodnie z tradycją, kto napije się wody ze studni, będzie w Kazimierzu Dolnym częstym gościem.

Rynek otoczony jest z trzech stron kamienicami, choć większość budynków na które patrzymy to zabudowa powojenna. Większość oryginalnych kazimierskich kamienic spłonęła w pożarach oraz została zniszczona w obu wojnach światowych, dlatego dzisiejsze budynki są efektem rekonstrukcji lub dziełem bardziej współczesnych architektów. Do najciekawszych zalicza się Kamienice Przybyłów: Pod Świętym Mikołajem i Pod Świętym Krzysztofem, powstałe w roku 1615. Uważane są za najpiękniejsze polskie budynki epoki renesansu. Niestety nie jest znane nazwisko architekta, choć zauważalne jest podobieństwo z architekturą Zamościa. Fasady bliźniaczo podobnych do siebie kamienic zdobią płaskorzeźby przedstawiające ludzi, zwierzęta, ornamenty roślinne, mitologiczne, chrześcijańskie, średniowieczne fantazje, renesansowe groteski i sentencje filozoficzne. Choć można mieć wrażenie, że kamienice stanowią jedną budowlę to gdy spojrzy się w górę widać, że mają odmienne attyki. Obecnie znajdują się tu pomieszczenia Urzędu Miasta oraz banku. Znajdująca się w zachodniej części rynku Kamienica Gdańska powstała z kolei pod koniec XVIII wieku i nazywana jest Domem Gdańskim. Jej nazwa nawiązuje do czasów gdy Kazimierz Dolny nazywany był „małym Gdańskiem”, a oba miasta łączyły ożywione kontakty handlowe. Inne zabytkowe kamienice możemy znaleźć przy ulicy Senatorskiej, gdzie niegdyś mieszkali najzamożniejsi mieszkańcy miasta. Kamienica Celejowska to jedna z najcenniejszych zabytkowych budowli w Polsce.

Inne ciekawe budynki na rynku to Dom Kifnerów przy Farze – zaprojektowany w 1919 roku, otwarty w 1880 roku dawny Hotel Polski – pierwszy hotel w Kazimierzu, dom Gałuszewskich, dom Wermanów, czy XVIII-wieczny dom Radka mieszczący wyjątkową kawiarnię, której ściany zdobią dzieła znanych malarzy.

Na rynku usiedliśmy sobie w pizzerii, gdzie spędziliśmy ponad 2 godziny. Nakarmienie 40 głodomorów, gigantycznych rozmiarów pizzą, nie było łatwym wyzwaniem dla tutejszych kucharzy mających do dyspozycji jedynie 2 piece, stąd tak długi czas oczekiwania. Ale nie martwiliśmy się tym zbytnio. Pogoda dopisywała, a czas spędzony w pizzerii zlokalizowanej na samym rynku wypełniliśmy sobie obserwowaniem leniwie toczącego się tutaj życia, podziwianiem zabytkowych kamienic, rozmowami, zakupem kazimierskich kogutów oraz zabawą przy kazimierskiej studni.

Najedzeni udaliśmy się ulicą Senatorską na nadwiślańską przystań, skąd wyruszyliśmy na godzinny rejs statkiem po Wiśle. Dopłynęliśmy aż do miejsca, z którego widać było ruiny zamku w Janowcu, po czym wróciliśmy z prądem rzeki z powrotem do Kazimierza. Cała wycieczka trwała godzinę. Po jej zakończeniu poszliśmy nadwiślańskim bulwarem w kierunku parkingu, na którym czekała już na nas nasz autokar. Przy wyjeździe z miasta zobaczyliśmy jeszcze kilka ze znanych kazimierskich spichlerzy. Kazimierskie spichlerze to usytuowany wzdłuż Wisły, wyjątkowy zespół zabytków, nie mający nigdzie indziej swojego odpowiednika. Nadrzeczne magazyny zbożowe powstały w XVI i XVII wieku, w czasach największego rozwoju i portowej świetności Kazimierza Dolnego. Mimo gospodarczego przeznaczenia zachwycały i nadal zachwycają renesansowymi zdobieniami. Stanowiły własność magnatów, zamożnej szlachty lub duchowieństwa.

Droga powrotna minęła nam spokojnie i szybko. Na miejsce wróciliśmy przed godziną 19.00.